josip prowadzi tutaj blog rowerowy

Pożegnanie z Karpaczem

d a n e w y j a z d u 27.23 km 7.00 km teren 01:30 h Pr.śr.:18.15 km/h Pr.max:57.10 km/h Temperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Poniedziałek, 3 maja 2010 | dodano: 03.05.2010

Ten dzień przywitał mnie niebem jak z ołowiu, deszczem i mgłą. Już się niemal pogodziłem, że nici z roweru ale postanowiliśmy poczekać do 12. I spotkała nas nagroda za wytrwałość. Koło południa przejaśniło się i przestało padać. Pojawił się za to inny problem - zeszło mi sporo powietrza z przedniego koła a na maratonie zgubiłem pompkę. Gospodarz nie miał nic co by się nadawało do wentyli włoskich a wizyta na Orlenie tylko pogorszyła sprawę. Z pomocą przyszedł zjeżdżający od Wanga kolarz - Tadeusz (dzięki!). "Co wy macie dziś z tymi pompkami!" Podobno byłem już 3 tego dnia w podobnej sytuacji:) Napompowałem a nowo-poznany biker dał się namówić na wspólny wypad i zawrócił ze mną w stronę zabytku skandynawskiej architektury sakralnej. Z Wanga zjechaliśmy do Sosnówki, dalej przez Borkowice i Drogę Sudecką dotarliśmy na dół Drogi Chomontowej. Wszystko trochę na czuja i bez mapy. Zdziwiło mnie, że wszędzie były jeszcze strzałki maratonu. A niektórzy na forum marudzą, że 2 dni temu ich tam nie było, he he... Tym razem podjazd nie wydał mi się już tak morderczy jak na 40-tym kilometrze wyścigu. Droga pod górę jakoś tak szybko minęła a umilaliśmy ją sobie pogaduchami o maratonach i takich tam:) Na górze chciałem zjechać sobotnią trasą do stadionu ale ilość wody i błota w terenie mnie zniechęciła, tak że już asfaltami pognaliśmy do Karpacza. Po drodze jeszcze mały detour pod Orlinek i dolną stację wyciągu na Kopę. I to już niestety było wszystko. Jeszcze tylko przebrać się w coś suchego, obiadek, rower na samochód i do domu. BTW - drogą przez Bolesławiec, Nową Sól i Nowy Tomyśl wyszło niewiele ponad 4 h, bez żadnych szaleństw I to w dzień Wielkich Powrotów z Majówki.


Kategoria 20-50

Maraton MTB Karpacz 2010

d a n e w y j a z d u 53.39 km 48.00 km teren 03:48 h Pr.śr.:14.05 km/h Pr.max:53.50 km/h Temperatura:15.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy:1680 m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Sobota, 1 maja 2010 | dodano: 02.05.2010

Dłuższa relacja po powrocie do Poznania. Niestety nie zabrałem ładowarki do laptopa i zostało mi już niewiele minut na baterii.
Napiszę tylko, że jestem bardzo zadowolony. Z trasy, z roweru, z siebie:)
Mój 6-ty maraton w życiu, 2 w górach i jak dotąd to właśnie ten sprawił mi największą frajdę. Dość powiedzieć, że finisz zacząłem już na Chomontowej:)
A zjazdy nie były tak zabójcze jak się tego spodziewałem. W paru miejscach trzeba było co prawda sprowadzić ale to przecież normalne.

Fotki od Sportografa (a lajsnąłem się:)


Najwyższe skupienia ale na klamkach tylko po jednym paluszku.


Premia górska dla mnie!


Posępny jeździec z mrocznego lasu...


Fast and furious!

Fragment zjazdu z Chomontowej, znaczy już finiszuję. W tle rywalka:)

edit:

Do Karpacza przyjeżdżam z rodzinką już w piątek. Robię objazd mini, zjadam w bardzo fajnym barze Kwadrat konkretne danie makaronowe na kolację i kładę się (bardzo wcześnie jak na mnie) o 23 spać. Jak zwykle jestem rozemocjonowany i budzę się na długo przed budzikiem. Właściwie to z letargu wytrąca mnie telefon Duna, który pyta o 7:30 czy to prawda, że w Karpaczu jest śnieg, bo Rodman widzi:). Muszę być niemiły przez telefon bo rozmowa szybko się kończy, he he.

Na start docieram na krótko przed 10-tą. Udaje mi się jeszcze na migi życzyć powodzenia Rodmanowi, który z nieskrywaną dumą wskazuje na swoje nowe NNy:). Następnie z Dunem i Zbychem przez około pół godziny dywagujemy nad strojem. W końcu zapada decyzja - góra krótko, dół długo (jak się miało później okazać, jesteśmy mistrzami strategii). Ustawiamy się w samym czubie sektora nr 4. Pogaduchy. 20 minut do startu. Wychodzimy z sektora bez rowerów żeby się wylać. 10 minut do startu. Pół batona. Minuta, emocje rosną. 10, 9, 8... start! I stoimy:) Po jakichś dwóch kolejnych minutach ruszamy w końcu na trasę. Po kilometrze widzę ukochanych kibiców, machanie, uśmiech:)
Tak jak się spodziewałem, blisko 5 kilometrów podjazdu weryfikuje. W ramach Grupetto, z którym przejeżdżam pod Wangiem będziemy się już tasować niemal do samej mety. Na zjeździe 53 km/h, skręt w prawo i wreszcie są - korzenie, kamienie, przecież to nie le Tour. I w tym momencie moja pamięć się tnie, to co mam w głowie to raczej teledysk w dynamicznym montażu niż odcinek polskiego serialu. Zjazdy, na których z roweru staram się schodzić w ostateczności. Okrzyki "Lewa!" albo "Jedzie się!" i zaraz potem ich autor wykonuje takie jakby semi OTB:). Moja gleba, która na szczęście ma miejsce w małym wąwozie i kończy się raczej podparciem na barku. Pamiętam strasznie stromy podjazd, chyba nawet to był zniszczony asfalt, gdzieś tak na 14 km. Widzę rewelacyjne zjazdy single-trackiem po wyściółce z igliwia między świerkami albo ten na łeb na szyję po równej i miękkiej łące. Pamiętam jakieś dzieciaki z wycieczki szkolnej fajnie dopingujące na masakrycznym trawersującym zjeździe po kamlotach. Pamiętam strumień, przed którym się zatrzymałem i taki, przed którym nie i w nagrodę skąpałem sobie lewego buta. Wreszcie rozjazd mega/giga, gdzie już byli pierwsi wymiatacze z tej królewskiej kategorii. Kryzys był jeden, na dojeździe do 4-tego bufetu przed Chomontową. W pomarańcze wgryzłem się jakby mnie na pustyni znaleźli, he he. Ale pozbierałem się. Trochę zimnej wody pod kask i do góry!
Chomontowa może zniechęcić bo na początku jest najstromiej, ktoś rzucił hasło, że tak teraz będzie przez 6 km i zrobiło się cicho, posępnie...
Na szczęście, po pierwszych 400 metrach, nachylenie zrobiło się znośne. Złapałem swój rytm i zacząłem piąć się w górę, tak zbocza, jak i stawki. Jechałem swoim ulubionym stylem czyli na zmianę - siedząc i na małym kółku z przodu oraz stojąc i na średniej tarczy. Wydaje mi się, że przez cały podjazd nie wyprzedził mnie nikt z mega (Gigowcami na tym etapie się nie przejmuję bo to cyborgi). Aż tu na jakieś 500 m. przed przełęczą mija mnie jakieś dziewczę w znajomej koszulce AZS Subaru (pamiętam ją z Murowanej 2009). Wielkie uznanie dla laski ale też i motywacja, żeby gonić. I w ten właśnie sposób zacząłem swój sławetny finisz. Od tego momentu, wyprzedzając się wzajemnie, ścigaliśmy się do samej mety. W tym czasie raczej już tylko mijaliśmy innych zawodników. Ostateczny atak postanowiłem przepuścić na ostatnim terenowym zjeździe, już nad domami dolnego Karpacza. Na szutrowym zakręcie w lewo ścinam po wewnętrznej i wychodzę na czoło. Potem lekki podjazd z blatu na stojąco. Oglądami się. Odpuściła. No to pełna wiksa i już jestem na asfalcie, wciąż w dół więc lecę jakieś 45 km/h. Nagle przede mną wyrasta samochód, wyprzedzam go z lewej a tu jacyś ludzie na poboczu machają i krzyczą do mnie, że zakręt w prawo. Nie mogę bo mi to nieszczęsne auto (bodajże to była Toyota) przeszkadza. Muszę się niemal zatrzymać. W tym czasie oczywiście nadjeżdża moja konkurentka z jeszcze jakimś bikerem i na luziku skręcają sobie pod górę w kierunku mety. Fuckin' shit! Resztkami sił gonię za tą dwójką na podjeździe, oddech spazmowo-całogębny. Gościa już chyba nie dojdę ale laska puchnie. Jestem coraz bliżej. Zakręt w lewo i już jesteśmy na koronie stadionu. Charczę jak jakiś otępieniec "Lewa!" i idę po zewnętrznej. Wyprzedzam ale za ostro poszedłem. Ledwo się mieszczę przed taśmami, jakimś cudem nie ma gleby na żużlu. oczywiście sprytne dziewczę to wykorzystało i już stoi na pedałach przede mną. Ja również. Finisz na trawie zapewne jest atrakcyjny dla widzów ale przegrywam o koło i pół sekundy (oficjalnie). Gdybym wygrał byłbym 6-ty w K2, ech... Naprawdę Wielki Szacun dla zawodniczki nr 1061!!!

Tę walkę przegrałem ale i tak jestem bardzo zadowolony. Poprzedni mój maraton w górach był raczej walką o przetrwanie, przekonywaniem siebie, że "Wojtas, k..., dasz radę!", nie w głowie było mi ściganie. Teraz czułem się o niebo lepiej i tylko żal, że nie zacząłem tego finiszu wcześniej, he he.

Myśląc o Złotym Stoku, myśląc....

Dane oficjalne:
czas: 3:52:01
strata do zwycięzcy: 1:22:10
miejsce: 278/695
miejsce w M2: 137/246


Kategoria 50-100, Maraton

Korespondent w Karpaczu

d a n e w y j a z d u 14.94 km 7.00 km teren 00:52 h Pr.śr.:17.24 km/h Pr.max:41.50 km/h Temperatura:21.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Piątek, 30 kwietnia 2010 | dodano: 30.04.2010

objechał dziś w ramach rekonesansu trasę mini. Praktycznie połowa dystansu to asfalt ale w lesie jest kilka ciekawych momentów zjazdowych oznaczonych !!
Wieczór bardzo ciepły, ponad 20 stopni. Błyska się na Północy.
Co to będzie? Najważniejsze, że mam wiernych kibiców. Jakby co pocieszą, na mecie zaśpiewają: "czy wygrywasz czy nie ...." he he

Good bikes!


Kategoria <20

Test

d a n e w y j a z d u 32.91 km 26.00 km teren 01:25 h Pr.śr.:23.23 km/h Pr.max:41.50 km/h Temperatura:11.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Środa, 28 kwietnia 2010 | dodano: 28.04.2010

nowego oręża na Karpacz czyli Nobby Nicków 2.25. Wyszło super - opony rewelacyjnie trzymają w zakręcie. Starałem się wycisnąć wszystko co najlepsze z terenowych zjazdów, podjazdów i single-tracków między Maltą a Antoninkiem. Jeden jedyny uślizg na mokrym korzeniu na bardzo trudnym podjeździe koło źródełka.
A i tak to wszystko ma się nijak do tego co mnie czeka w górach, zatem prawdziwy test dopiero w sobotę.

Good bikes!


Kategoria 20-50

Północ - Południe

d a n e w y j a z d u 110.53 km 50.00 km teren 04:21 h Pr.śr.:25.41 km/h Pr.max:51.00 km/h Temperatura:17.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Niedziela, 25 kwietnia 2010 | dodano: 25.04.2010

Połowa poznańskiego pierścienia od Biedruska do Mosiny w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara. Plus dojazd i powrót Nadwarciańskim.
Jestem bardzo zadowolony - miała być setka i jest:). Miała być średnia >25 km/h i jest:).
Nawet się nie skatowałem tak jak przypuszczałem. Najgorszy był odcinek od Lusówka do Stęszewa, cały czas na odkrytym terenie i pod dość mocny wiatr. To po części wina fatalnego oznakowania pierścienia w tamtych okolicach - gdybym jechał cały czas szlakiem byłoby więcej odcinków w lesie. Musiałem przeoczyć jeden zjazd i niby miałem potem asfalty ale tak dziurawe, że niewiele mi to dało.
Na Osową wjechałem sobie szlakiem pieszym od j. Kociołek.
W Puszczykówku jakiś gość usiadł mi na kole rowerem z bagażnikiem, za co mu dziękuję gdyż motywacja, żeby go zgubić była silniejsza od zmęczenia i udało się ocalić wysoką średnią:)

Ogólnie super wyjazd. Pogoda, pomijając wiatr, idealna - słonecznie i ciepło ale nie za gorąco. No i sucha już ta nasza Wielkopolska w pień, a to dopiero kwiecień...

Good bikes


Kategoria Hardcore, >100

Friday evening fever

d a n e w y j a z d u 57.52 km 40.00 km teren 02:29 h Pr.śr.:23.16 km/h Pr.max:40.40 km/h Temperatura:9.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Piątek, 23 kwietnia 2010 | dodano: 23.04.2010

Wpierw do Bicykla na Sobieskiego z pytaniem o pewną Meridę z 2009. Nie było. Niewzruszony tym faktem, udałem się w kierunku meteorytów na Morasku poćwiczyć przed Karpaczem. Na szczycie o niebagatelnej wysokości 154 m. n.p.m. zameldowałem się 4 razy, a jedna próba podjazdu żółtym szlakiem pieszym zakończyła się nawet pchaniem roweru. Taki trening tym bardziej może się przydać za tydzień:)
Następnie szlakiem rowerowym do pierścienia w miejscu gdzie zaczyna się asfalt przez poligon. Stamtąd w lewo (tj na Zachód) aż do Kiekrza. Objazd jeziora w promieniach słońca już raczej w czerwonawych kolorach. Ładnie, nastrojowo. Z Kiekrza przez Strzeszynek, Rusałkę i Sołacz do domu. Mimo pustek na trasie i tak starałem się nie trzymać za bardzo naszej poznańskiej rowerowej autostrady. Bokami jest ciekawiej i bardziej pagórkowato:)
Muszę przyznać, że się zmęczyłem. Cóż - koniec tygodnia, a do tego panowie Głód i Chłód dawali się już pod koniec we znaki.
Ciekaw jestem ile dziś tego wyszło w pionie, 500 m. to chyba realne jest...?

Good bikes!


Kategoria 50-100

Terenowo

d a n e w y j a z d u 31.28 km 28.00 km teren 01:19 h Pr.śr.:23.76 km/h Pr.max:33.80 km/h Temperatura:11.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Wtorek, 20 kwietnia 2010 | dodano: 20.04.2010

Wzdłuż Warty szlakiem prawie do Puszczykowa. Kilka niemiłych niespodzianek na trasie - zniszczona przez ciężki sprzęt droga na wysokości fabryki w Luboniu, kostka brukowa (niedokończona, luźna!) wzdłuż stawów w dawnym korycie rzeki, wreszcie zamknięty mostek nad mokradłami już niedaleko tych wielkich masztów linii wysokiego napięcia. Tam zawróciłem.
Ale poza tym fajnie - piach, korzenie, dziury, cross country:)
Jutro regeneracja.


Kategoria 20-50

Gądki

d a n e w y j a z d u 44.84 km 10.00 km teren 01:37 h Pr.śr.:27.74 km/h Pr.max:37.70 km/h Temperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Niedziela, 18 kwietnia 2010 | dodano: 18.04.2010

Jakoś tak mnie naszła nagła wieczorna ochota na zobaczenie elewatora z bliska:).
Noga podawała, to pewnie zasługa niedzielnego obiadu u mamy. Ruszając o 19:15 nie sądziłem, że uda się jeszcze tyle przejechać...


Kategoria 20-50, MTB szosami

Na pólnoc

d a n e w y j a z d u 40.70 km 28.00 km teren 01:52 h Pr.śr.:21.80 km/h Pr.max:41.00 km/h Temperatura:15.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Sobota, 17 kwietnia 2010 | dodano: 17.04.2010

Po przejażdżce z młodzieżą nabrałem ochoty na dalsze wypacanie toksyn:).
Postanowiłem też nie forsować tempa, co rozumiem jako blat i 6-tka z tyłu (licząc od góry kasety rzecz jasna) na płaskim i w miarę twardym podłożu.
Ruszyłem do Naramowickiej, a potem Nadwarciańskim Szlakiem. Wstyd się przyznać ale była to moja tam dziewicza jazda. Tak jak południowy odcinek do Puszczykówka to już bym po ciemku przejechał, tak tutaj miałem frajdę z odkrywania nowej trasy. Fajnie ale momentami strasznie piaszczyście a w piachu nie gustuję (chyba, że jestem na plaży). Nie udało mi się również zgubić tego gościa:

:)
Na wysokości Radojewa skręciłem w lewo na piękny, długi i stromy podjazd do centrum wioski. Tam rzut oka na mapę przy pętli 67 i pognałem dalej ulicą Poligonową (okazała się być pełną dziur drogą polną) w kierunku Góry Moraskiej.
Tu znowu większość singletracków była dla mnie odkryciem. Spodobało mi się tak, że przez szczyt przejeżdżałem chyba ze 3 razy. Nie wiedziałem, że tam tak stromo jest:), zawsze wjeżdżałem żółtym szlakiem ale rowerowym, od strony Suchego Lasu. Naprawdę super miejsce na XC. Częste redukcje to właściwie pierwszy test bojowy nowego topswinga LX z przodu - wyszło bez zarzutu, zawsze zrzucał kiedy miał.
Z Moraska pognałem już wzdłuż Pestki, a potem przez Bonin, Sołacz i park przy operze do domu.
Fajna wycieczka z tego wyszła, myślę, że wejdzie na stałe do mojego repertuaru tras. No i Nadwarciańskim muszę co najmniej do Biedruska jeszcze pociągnąć.


Kategoria 20-50

Z pasażerem

d a n e w y j a z d u 15.00 km 0.00 km teren 00:50 h Pr.śr.:18.00 km/h Pr.max:25.00 km/h Temperatura:15.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Merida
Sobota, 17 kwietnia 2010 | dodano: 17.04.2010

Z dzieckiem w foteliku do księgarni. Niby relaksik ale: Kopernika jest wyżej niż Wilda, wiatr tam zawraca:) więc wmordewind, no i lofelek, i tak już nielekki, po zamontowaniu na nim małej dziewczynki waży dobrze ponad 30 kg.
A teraz zdjęcie z serii, którą Rodman określiłby jako x-files:)

Ja je zatytułuję: "Ahoj kreciku!"
Pytanie do czytelników - co robi osoba na zdjęciu?
P.S. Ja wiem
P.S. 2 Dystans i czas orientacyjne


Kategoria ride for fun