josip prowadzi tutaj blog rowerowy

Pierwsze bieganko

d a n e w y j a z d u 0.00 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max: km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:
Piątek, 6 września 2013 | dodano: 06.09.2013

Coś tam trzeba potruchtać bo w robocie namówili mnie na jakieś zawody charytatywne w następną niedzielę.
Dziś wariant taki, że córa jechała na rowerze a ja biegłem przy niej. Ogólnie ta forma treningu ma przyszłość ale dziś na asfalcie Mała od razu zmusiła mnie do tempa poniżej 5 min / km:) a momentami - jak się ścigaliśmy - to nawet w okolicach 4 min / km. Dlatego szybko uciekłem w chynchy na Dębinie:), gdzie mogłem już mocno zwolnić żeby na nią zaczekać, nawet za mocno.
/9111827


Good bikes!


Kategoria Forrest Gump

Po mieście

d a n e w y j a z d u 40.00 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Merida
Piątek, 6 września 2013 | dodano: 06.09.2013

No trochę się tego uzbierało w tym tygodniu. A to na Wrocławską (2x), a to na Garbary po bilet a to na szkolenie do centrali w Pixelu. Da się jeździć po tym mieście rowerem, naprawdę:)


Good bikes!


Kategoria Commuter

Trening z Markiem

d a n e w y j a z d u 47.50 km 35.00 km teren 01:59 h Pr.śr.:23.95 km/h Pr.max:39.30 km/h Temperatura:19.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Lover
Środa, 4 września 2013 | dodano: 05.09.2013

A taka sobie przejażdżka terenowa do Rogalinka i z powrotem. W drodze tam jechaliśmy przez Dębinę, Starołękę, Babki, Kubalin, Wiórek i tzw. Łabędzi Szlak wzdłuż Warty. Jest piaszczysty więc momentami dość ciężko się jedzie. Powrót to już standard czyli szlak Nadwarciański, z paroma mocniejszymi pociśnięciami >30 km/h między drzewami.

Nawet nie wiem kiedy zleciały te 2 godziny. W towarzystwie to się jednak najlepiej kręcie - dzięki, Marek!:)


Good bikes!


Kategoria 20-50, MTB

Kaczmarek Electric Nowa Sól

d a n e w y j a z d u 61.00 km 60.00 km teren 02:45 h Pr.śr.:22.18 km/h Pr.max:41.00 km/h Temperatura:17.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Lover
Poniedziałek, 2 września 2013 | dodano: 02.09.2013

Zaczęło się z wysokiego C bo Kłosiu postanowił sprawdzić moje nerwy i władował się z podporządkowanej prosto w radiowóz:). Na moje "Stóóóój!!!" zatrzymał się nie więcej niż 10 cm przed prawymi drzwiami policyjnej Kii.
Oczywiście trochę nas to opóźniło bo oprócz standardowego w takich sytuacjach dmuchania w alkomat, gliniarze sprawdzili także numery seryjne naszych rowerów ("Uuu, Merida, dużo tego kradną..").

Po tym nieplanowanym postoju 20 m. od domu:) ruszyliśmy w końcu do Nowej Soli z 20 min. opóźnieniem. W efekcie nie bardzo już był czas na rozgrzewkę bo sektory zaczęły się wcześnie zapełniać a nie chcieliśmy się ustawić na końcu.

W sumie to nie wiem po co mi było to stanie w środku 1 sektora bo po starcie poszedł taki ogień, że się nie utrzymałem. Mam też blokadę psychiczną jeśli chodzi o jazdę w tłumie, tak że koło Mariusza trzymałem do pierwszego zakrętu, gdzie on wybrał lepszy tor jazdy i nagle był z 10 pozycji przede mną.

Potem też szło mi raczej średnio - dużo zakrętów w piachu i singli z nisko wiszącymi gałęziami, gdzie jadąc za niskimi zawodnikami parę razy dostałem centralnie w ryj:)

Generalnie, nie do końca leżą mi takie trasy. W pewnym momencie pomyślałem sobie, że Kaczmarek Electric to takie nie wiadomo do końca co - krótki, interwałowy maraton czy wydłużone XC? Miękkie podłoże, zakręty o 180 stopni, piaszczyste skarpy, które wymuszają częste schodzenie z roweru, podjazdów dużo ale krótkich, za krótkich. Zjazdy też nie jakieś wyjątkowe trudne ale niebezpieczne bo slalomem wśród pieńków, nie zawsze dobrze widocznych. Właśnie na takim zjeździe na drugiej pętli zahaczyłem bodaj pedałem o pieniek i wyleciałem z roweru jak z katapulty. Miałem co prawda więcej szczęścia niż Andrzej Kaiser, który złamał obojczyk ale i tak znowu stłukłem sobie boleśnie rękę. Musiałem też prostować kierownicę a później się okazało, że zgubiłem żel.

Co do samej jazdy w moim wykonaniu - po kiepskim początku, od mniej więcej 10-tego kilometra zacząłem stopniowo przesuwać się do przodu. Niestety łańcuch, który spadł mi z blatu na jakimś kurwidołku nie pozwolił mi dojść fajnej grup z m.in. Małgorzatą Zellner w składzie.

Potem na jedynym fragmencie szutrowym pocisnąłem mocno po zmianach z dwójką miniowców aż do toru saneczkowego i rozjazdu mega/mini. Początek drugiej rundy to samotne rzeźbienie przez kilka kilometrów, a do tego z naprzeciwka wyłaniali się jacyś zawodnicy, prawdopodobnie jechali mini i przeoczyli skręt, a teraz wracali pod prąd..

Dogoniłem ze 2 osoby a mnie z kolei doszedł mocny zawodnik na 29-erze i tasując się pojechaliśmy dalej tę przydługawą sekcję XC. Aż do mojego dzwona.

Na szuter wjechałem sam i wiedziałem, że jest kwestią czasu aż mnie jakaś grupka dopadnie. I tak też się stało, a właściwie nie grupka tylko Jan Dymecki, czyli kolarz z Czaplinka, który prześladuje mnie już od kilku maratonów:) No ale o dziwo miałem jeszcze całkiem sporo sił, na ostatnich kilometrach oderwałem się od mastersa, doszedłem grupkę z parą mieszaną młodzieży z Kargowa Team, i wreszcie prawie dogoniłem na finiszu zawodnika z Rybczyńskich.

W sumie z dyspozycji jako takiej jestem zadowolony ale technicznie i taktycznie zawaliłem ten maraton. Kłosiu wlał mi 8 minut a Waza przegrał tylko niecałe 3. Widzę, że na pierwszym międzyczasie miałem tylko 0,5 min. przewagi nad Marcinem a więc całe szczęście, że mnie Pan Dymecki zmotywował do ostrej jazdy w końcówce bo mogło być różnie:).

Open: 70
M3: 24
Czas: 2:45:24
Strata do zwycięzcy Open (Paweł Bober): 23 min. Strata byłaby większa ale przez upadek Kaisera cała elita przyjechała ledwo parę minut przede mną.

A było jechać do Koła. Frekwencja nie dopisała i po wynikach widzę, że była szansa nawet na top 10 open i kupę punktów do generalki, he he...


Good bikes!


Kategoria 50-100, Maraton, MTB

Testy na Strzeszynku

d a n e w y j a z d u 34.90 km 25.00 km teren 01:24 h Pr.śr.:24.93 km/h Pr.max:36.90 km/h Temperatura:25.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Lover
Piątek, 30 sierpnia 2013 | dodano: 31.08.2013

Nowe bloki spd - wszystko ok, but sam się nie wypiął ani razu a z kolei jak chcę go wypiąć, to nie mam najmniejszego problemu.

Nowa dętka - trzyma.

Obejma podsiodłowa na imbus - trzyma ale nie bardzo, tzn sztyca nie opadła aż tak mocno jak w Wałczu, ale jednak. Muszę jeszcze mocniej dokręcić.

Nowy bidon - nie jedzie starym izotonikiem:)


Sam trening to całkiem mocne przepalanko, długimi momentami około 33-35 kmh w - było nie było - terenie.

Bardzo ciepły, wręcz parny wieczór.


Good bikes!


Kategoria 20-50

Zaparkuj klimatycznie

d a n e w y j a z d u 35.00 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:22.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Merida
Czwartek, 29 sierpnia 2013 | dodano: 31.08.2013

Zaparkowałem rower w czwartek jak co dzień pod robotą i w nagrodę dostałem pokrowiec "Kręć kilometry" na siodełko:).

Dojazdy z tygodnia + jeden wypad na lunch do Kupca i jeden tour po sklepach rowerowych w centrum (Piekary, Garbary).


Good bikes!


Kategoria Commuter

Szosa w deszczu i wichurze

d a n e w y j a z d u 43.50 km 0.00 km teren 01:27 h Pr.śr.:30.00 km/h Pr.max:44.60 km/h Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Kolarzówka
Środa, 28 sierpnia 2013 | dodano: 28.08.2013

Ja rozumiem, że jest sucho i powinno popadać ale czy naprawdę k... musi lać i wiać, że mało łba nie urwie akurat w tej jednej godzinie w tygodniu kiedy ja mogę pokręcić na szosie?!

Jak wychodziłem, to kropiło. Potem się ładnie przejaśniło ale na ostatnie 15 km dorwała mnie ulewa i silny wmordewind (z trudem jechałem >25 km/h). Poezja:) No ale kolarstwo to nie jest sport dla miękkich ludzi, he he.
/9111827

Good bikes!


Kategoria Szosa, 20-50

Bikecrossmaraton Wałcz 2013

d a n e w y j a z d u 61.00 km 40.00 km teren 02:25 h Pr.śr.:25.24 km/h Pr.max:48.40 km/h Temperatura:25.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Lover
Niedziela, 25 sierpnia 2013 | dodano: 25.08.2013

Wałcz w zeszłym roku był pechowy bo zahaczyłem rogiem o potężną jak drzewo łodygę kukurydzy, wywaliłem się i rozwaliłem siodełko (DNF). Takoż w tym roku przybyłem wyrównać rachunki z tą miejscówką i... poszło lepiej. Choć nie bez przygód.

Dojazd na miejsce bardzo szybko i w super atmosferze z Olą (która dziś startowała po raz drugi w karierze) i Kłosiem. Na miejscu wszystkie formalności poszły wyjątkowo sprawnie i wraz z Dawidem oraz Dudą ustawiłem się w pierwszej linii 3-go sektora (pierwszy dają za top 30 open w którymkolwiek z wyścigów edycji a drugi jest dla kobiet). Kłosiu pojechał obadać pierwsze kilometry trasy i gdzieś się zagubił. Później okazało się, że dotarł w ostatniej chwili i zaliczył lotny start.

Ja początek miałem kiepski. Nie lubię tłoku ani piachu, a jedno i drugie występowało w dużych ilościach. Dopiero po kilku kilometrach złapałem właściwy rytm i na brukowym podjeździe doszedłem, a później zostawiłem z tyłu grupę, w której jechał Dawid. Jakieś 300 m przed sobą widziałem kolejny peletonik z Kłosiem w składzie, który skręcał w prawo na szczycie wzniesienia.

Pognałem więc za nimi ale nagle z naprzeciwka pojawił się kolarz krzycząc, że tu "nie ma żadnej trasy". Nosz k...! Mariusz zdążył pognać już w dół i nie słyszał, że źle jedzie.

Zawróciłem więc i zacząłem gonić samotnie pod wiatr. Na sztywnym podjeździe pod Bukową Górę udało mi się ponownie dojść Dawida, który jechał na czele większego pociągu. Niedługo później, na asfalcie, mnie z kolei doszła mocna grupa z Kłosiem i m.in. Januszem Przybyszem z Thule. Oprócz nich był jeszcze zawodnik ze Strzelców Krajeńskich i jeden z Chodzieży.

Taką piątką przejechaliśmy około 25 km, dobrze ponad jedną rundę, po drodze wyprzedzając dzielnie walczącą Olę. Zdecydowanie najwięcej pracował Mariusz a reszta albo się woziła albo uprawiała dziwne skokeny. Po jednej z takich akcji wykonanej przez Strzelce, straciłem sporo sił na dospawanie bo akurat jechałem drugi. Potem zakopałem się w piachu, Chodzież przede mną puściła koło i tak mi Kłosiu odjechał.

Ostatnie 15 km walczyłem samotnie, dublując chyba z setkę miniowców (efekt krótkiej rundy mega i startu mini pół godziny później). Na krótko przed metą zobaczyłem, że ktoś mi coś za długo siedzi na kole i musi być z mega. Myśląc, że wracamy dokładnie tak, jak zaczęliśmy, zablokowałem amora i zacząłem finisz. Okazało się jednak, że końcówkę poprowadzili naokoło i po kurwidołkach. Nie zdążyłem już odblokować, wytrzęsło mnie a gość mi odjechał. Całe szczęście był z M2. Do Kłosia straciłem niemal równo minutę.

Po krótkiej regeneracji na mecie wyjechaliśmy z Kłosiem na spotkanie Oli. Daleko nie musieliśmy kręcić, jakieś 3 kilometry. Dziewczyna złapała taki power w końcówce, że musieliśmy skończyć nasz leniwy rozjazd i trochę się zagiąć (około 30 km/h) żeby ją dojść po zawróceniu:)

Okazuje się, że wynik jest całkiem spoko. W końcu wywalczyłem pierwszy sektor. Jestem tym bardziej zadowolony, że udało się to wykręcić mimo zgubienia trasy i wyrobionego bloku spd (chyba z 10 razy mi się dziś but wypiął, w najmniej oczekiwanych momentach). I jak dla mnie to za dużo dziś było piachu a za mało podjazdów:) Mocno mnie dziś rzucało, nie wiem, nabiłem Race Kingi do 2,5 bara, może to dlatego.

Aha, jestem na 99% procent pewien, że wyprzedzałem na trasie jednego zawodnika, który później mnie już nie mijał a na mecie jest przede mną. Dziwne jest też to, że na międzyczasach był,odpowiednio - 32, 9, 20. W wynikach jest jeszcze co najmniej jeden taki przypadek. Obaj z M3. Nie wiem czy celowo, ale moim zdaniem na bank skrócili gdzieś trasę.

Anyway, oficjalnie wygląda to tak:

Czas: 2:24:55
Open: 25/86
M3: 10/22
Strata do zwycięzcy (Borys Góral): 17:13


Good bikes!


Kategoria 50-100, Maraton, MTB

Do bankomatu

d a n e w y j a z d u 33.20 km 0.00 km teren 01:22 h Pr.śr.:24.29 km/h Pr.max:61.60 km/h Temperatura:20.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Lover
Piątek, 23 sierpnia 2013 | dodano: 23.08.2013

Właściwie to miałem zjechać do Piechowic wyciągnąć kasę ze ściany ale jakoś tak wyszło, że przy okazji objechałem trasę niedzielnych Górskich Szosowych Mistrzostw Polski. Dwa razy:)

Pętla jest fajna ale... dosyć łatwa. Całość wjechałem z blatu 40-ki, zresztą średnia mówi sama za siebie. Skoro ja treningowo na MTB mam avs powyżej 24 km/h, to prosi na zawodach polecą pewnie grubo ponad 30 km/h. Brakuje po prostu jakiejś sztajfy z prawdziwego zdarzenia.

Na szosie już pełno napisów, w stylu "Dawaj Heniek", "Jarzyna Ośka Blat" albo "Ciężko? To dopiero początek". Mi jednak najbardziej przypadł do gustu taki oto tekst:

Pokaż cycki dam ci bidon © Josip


I jeszcze widok z góry na jeden z bardziej stromych odcinków w dolnym Jagniątkowie:

Widok w dół na jeden z bardziej stromych fragmentów © Josip


I znowu nawet całkiem przyzwoity trening z tego wyszedł. Miejmy nadzieję, że to jakoś zaprocentuje, np. w Wałczu..:)

Gdybym zawsze miał taką drogę do bankomatu, to a) miałbym stalową łydę, b) byłbym bogatszy:)


Good bikes!


Kategoria 20-50, Góry, MTB szosami

Chatka Górzystów i Wysoki Kamień

d a n e w y j a z d u 56.00 km 35.00 km teren 02:52 h Pr.śr.:19.53 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:22.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Lover
Czwartek, 22 sierpnia 2013 | dodano: 23.08.2013

Na rozgrzewkę po bułki do Piechowic, 7 kilometrów w obie strony i raptem 200 m. w pionie:). Następnie trasą niemal identyczną jak z chłopakami w niedzielę do Szklarskiej Poręby ale Szrenicę tym razem odpuściłem:). Ze Szklarskiej wjechałem asfaltem wzdłuż torów kolejowych na Polanę Jakuszycką i stamtąd czerwonym szlakiem przez tzw. Samolot pokręciłem do schroniska Orle. Tu miałem okazję się przekonać, że ani te Izery takie płaskie ani takie banalne jak mi się wydawało. Na zjeździe czerwonym po korzeniach zaliczam nawet małą glebkę:).

Od Orlego pojechałem pod Chatkę ale, że czas gonił, odbiłem przed nią w lewo na niebieski szlak. Po jakimś kilometrze zaczęły się fajne drewniane mostki, w większości dało się na nie wjechać unosząc przednie koło. W końcu dotarłem do Rozdroża pod Równem, skąd znaną mi już drogą przez kopalnię Stanisław pokręciłem do Wysokiego Kamienia. Oczywiście nie mogłem sobie podarować kultowego już zjazdu żółtym szlakiem. Starałem się nie straszyć turystów ale i tak jedna Pani odskoczyło z głośnym "O Jezu!". Podobno myślała, że to niedźwiedź:)

Za Zakrętem Śmierci trochę mi leśnicy popsuli zabawę bo zostawili w poprzek szlaku kilka zwalonych drzew.

Dojechałem żółtym do centrum Piechowic, kupiłem kiełbaski na grilla i po raz enty zaliczyłem podjazd przez tunel do Michałowic.

Dobry trening wyszedł - mocny i praktycznie bez przerw, prawie jak na wyścigu.


Good bikes!


Kategoria 50-100, Góry, MTB