Bike Maraton Poznań - kibic, obserwator i zając:)
d a n e w y j a z d u
42.66 km
20.00 km teren
01:53 h
Pr.śr.:22.65 km/h
Pr.max:49.60 km/h
Temperatura:27.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lover
Jak w tytule.
Wpierw wybraliśmy się z tatą na zjazd w Gortatowie. Przyjechaliśmy chwilę po tym jak w dół pomknął czub mega. Po drodze wyprzedza nas terenowa karetka na sygnale. Okazuje się, że jakaś laska przygrzała głową o ziemię i na parę minut odpłynęła. Potem ponoć doszła do siebie ale woleli ją zabrać do szpitala na obserwacje..
Generalnie dość niebezpieczne było to miejsce, głównie ze względu na tłok i mieszanie się zawodników z wszystkich 3 dystansów i o zupełnie różnych umiejętnościach technicznych. Jedni sprowadzali z przerażeniem w oczach, podczas gdy inni lecieli 6 dych albo i więcej. Był jeszcze 1 groźnie wyglądający dzwon ale gość po chwili pogaduchy z ratownikiem na temat tego jak ma na imię i gdzie mieszka:), doszedł do siebie i nawet pojechał dalej.
Z perspektywy kibica dość słabe było wyprzedzanie przy około 50 km/h, kierownice o centymetr od siebie i z szaleńczym rykiem "lewaaa wolnaaa!", gdy stawką było tak na oko miejsce 301/302 mega:)
Zjechało wielu emedowców - JPBike, Marek, Jacgol, Zbyszek i Maks; w tej kolejności. Żaden mnie nie widział ani nie słyszał:)
Gdy przejechała czołówka giga (3 osoby, w tym Kaiser), postanowiliśmy udać się trasą maratonu w kierunku mety. Podczepiłem się pod drugi pociąg giga (miejsca 4-6) i tak z nim grzałem do przejazdu przez asfaltówkę Swarzędz-Kobylnica. Dałbym radę dalej ale chciałem poczekać na ojca. Tempo mieli niezłe ale w moim zasięgu. Z tym, że dla nich to był 85-ty kilometr takiego napierania...
Kolejny punkt obserwacyjny wybrałem sobie pod wiaduktem w Antoninku, z widokiem na przeprawę pod Warszawską. Czekałem tam na kolegów z teamu jadących giga, zastanawiając się czy przyjadą (zgodnie z planem) razem czy osobno (a jeśli osobno, to kto będzie pierwszy). Jednocześnie zaplanowałem że podholuję ich lub lidera do mety. Pierwszy zjawił się Kłosiu, widać za mało go wczoraj przeczołgałem po wertepach żeby Rodman i Młodzik dali radę za nim nadążyć, he he.
Średnia od tamtego miejsca wyniosła pewnie w granicach 32 km/h, a Kłosiu praktycznie nie puszczał koła (szacun - miał już blisko 100 kaemów w nogach). Przeszliśmy 3 gigowców, co i tak nie miało większego znaczenia, bo obaj jechaliśmy przecież bez numerów.
Na mostku przed metą jakiś gość na nas nakrzyczał, że mamy się odsunąć bo tu jest rajd rowerowy i zaraz nam "tu krzywdę zrobią", he he.
Na koniec jeszcze piwko z tatą w cieniu ogródka i powrót wzdłuż Warszawskiej do domu. Tam też pokusiłem się o sprincik na równej jak stół, nieczynnej jeszcze dla ruchu, dojazdówce do Term.
Kurdę, mimo wszystko trochę żałuję, że dziś nie pojechałem, ale nawet nie tak treningowo, tylko legalnie, z numerkiem:)
Good bikes!
Kategoria 20-50
Singielek nad Kowalskim
d a n e w y j a z d u
81.09 km
60.00 km teren
03:19 h
Pr.śr.:24.45 km/h
Pr.max:52.50 km/h
Temperatura:26.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lover
Udało mi się namówić Kłosia na dłuższy wypad z przewagą terenu. Miało być 80 km, Kłosi marudził, że to za dużo przed jego jutrzejszym startem w maratonie więc powiedziałem, że zrobimy trochę mniej i... wyszło 80:-).
Mariusz pokazał mi słynny już singiel nad jeziorem Kowalskim. Rzeczywiście fajny - malowniczy i urozmaicony, może chwilami trochę zbyt zarośnięty. Jedna z trudniejszych sekcji technicznych w okolicach Poznania. Nie spodziewałem się też, że to aż 4 kilometry!
Nad jezioro dojechaliśmy szlakiem BM zaś powrót zrobiliśmy przez Puszczę Zielonkę - a konkretniej Pierścieniem do Zielonki i następnie odbicie w lewo do Traktu Poznańskiego. Tam również się super jechało - hopki i pagórki nie pozwalały się nudzić na trasie, nie było też za dużo piachu.
Na koniec, na dowalenie zrobiłem sobie jeszcze 1 rundkę XC na Cytadeli, ale już bez amfiteatru.
Jutro na Grabka wybieram się w roli kibica i obserwatora:)
Dziś wielki dzień w kolarstwie kobiecym - Maja Włoszczowska wicemistrzynią świata a moja córka (lat prawie 4) pomknęła przez Park Jana Pawła sama, tj, bez bocznych kółek i bez taty trzymającego kij!
Good bikes!
Kategoria 50-100
Rakieta
d a n e w y j a z d u
44.56 km
22.00 km teren
01:32 h
Pr.śr.:29.06 km/h
Pr.max:48.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lover
Terenem szlakiem łącznikowym pod Kórnik, dokładniej do Mościenicy. Powrót przez Biedrusko (droga w remoncie), Koninko i Krzesiny. W lesie Merida dosłownie leci nad ścieżką. Pogonił mnie tam jakiś głupi kundel, przy 37 km/h został w tyle, he he.
Aa, już w Poznaniu, na Obodrzyckiej, fajnie zapowiadający się sprint za ciężarówką. Mogło być grupo powyżej 50 km/h ale niestety, przez dziury w nawierzchni musiała zwolnić i co za tym idzie - ja też:)
Kategoria 20-50
Ujeżdżania ciąg dalszy
d a n e w y j a z d u
41.18 km
27.00 km teren
01:36 h
Pr.śr.:25.74 km/h
Pr.max:40.80 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lover
Tym razem wybrałem się Nadwarciańskim do Puszczykowa a tam mała sekcja XC znana z maratonu w Mosinie. Pierwsza gleba - zamotałem się z gripshiftami i zamiast zrzucić 3 przełożenia z tyłu, zrobiłem sobie o 3 ciężej, na sztywnym podjeździe:). Muszę się tego nauczyć żeby biegi zmieniać intuicyjnie. W drodze powrotnej odkryłem parę nowych ścieżek wśród pól między Szreniawą a Wirami.
Good bikes!
Kategoria 20-50
Miejsko
d a n e w y j a z d u
14.00 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida
Poranki już takie rześkie, jesienne...
Kategoria Commuter
Ujeżdżanie
d a n e w y j a z d u
31.34 km
20.00 km teren
01:10 h
Pr.śr.:26.86 km/h
Pr.max:47.40 km/h
Temperatura:17.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lover
10 000 km z Bikestatsem uczciłem śmigając nowym, choć używanym (niewiele) rowerem.
Pierwsze wrażenia z jazdy są świetne. Rower ma niesamowite odejście i z łatwością wspina się pod górę. Zawdzięcza to z pewnością lekkim kołom oraz sztywnej i jednocześnie tłumiącej drgania - ramie. Swoje robi też korba - znacznie sztywniejsza niż to, na czym wcześniej jeździłem.
Może ulegam trochę autosugestii ale wrażenie lekkości jazdy jest naprawdę mocne, po prostu się nie męczę:).
Na zjazdach Merida prowadzi się pewnie i ładnie wchodzi w zakręty. Parę razy delikatnie poślizgnęło mi się tylne koło, ale to nie dziwni przy 35 km/h na szutrze i założonych oponach Maxxis Oriflame.
Hamulce to teoretycznie najsłabsza część roweru. Ale w praktyce, ich siła hamowania znacznie przewyższa nawet bardzo dobre v-ki, jakimi są Avidy SD 7. Przy 40 km/h nie miałem problemu żeby się zatrzymać naciskając jednym palcem na klamki.
Jak na razie najgorzej idzie mi zmienianie biegów:) Po prostu uczę się grip-shiftów. Ale coś w sobie mają - zmiana o kilka zębatek na raz to jest czad!
Ta rama (20 cali) jest również lepiej dopasowana do mojego wzrostu (192 cm). Główka ramy jest potężna, dzięki czemu nawet po wywaleniu podkładek i odwróceniu mostka, nie mam aż tak bardzo zgiętej pozycji jak na wheelerze. Na razie nie odczułem, żeby jakoś szczególnie wpłynęło to na aerodynamikę. Za to na pewno zmniejszyło się ryzyko OTB na zjazdach.
No, fajna jest ta moja kochanka:) A z przodu wygląda tak:
Dzisiejsze testy przeprowadziłem na najbliższych memu sercu terenach czyli Olszak i Stawy Browarne. Przy okazji odwiedziłem tatę - na pogaduchy i pochwalić się sprzętem.
Good bikes!
Kategoria 20-50
Po stolicy
d a n e w y j a z d u
10.50 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lover
Po raz pierwszy w Warszawie na rowerze, w dodatku do pracy. Potem na dworzec.
Ścieżki, jeśli są, to są fajne (np. w Al. Ujazdowskich). Szkoda tylko, że podobnie jak w Poznaniu, urywają się nagle i zanim się człowiek zreflektuje jest na środku skrzyżowania Marszałkowskiej z Jerozolimskimi:)
Czemu tak? No bo kupiłem tu rower (ale o tym cicho-sza:) i tak to wszystko ograłem logistycznie - wykorzystując po części służbową delegację a po części ślub znajomych, he he. A, no i jeszcze gościnność najbliższej rodziny.
Trasa:
Good bikes!
Kategoria Commuter
Do pracy pomykanie
d a n e w y j a z d u
15.00 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida
Środa i czwartek.
Przyjemnie tak pomykać obok stojących w korku samochodów.
Kategoria Commuter
XC na Dziewiczej Górze
d a n e w y j a z d u
45.80 km
23.00 km teren
02:12 h
Pr.śr.:20.82 km/h
Pr.max:46.30 km/h
Temperatura:26.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:wheeler
Trening z gigowcami z Emedu:) - Kłosiem, Młodzikiem i JPBike'iem - ależ chłopaki śmigają na zjazdach! Teraz widzę gdzie najwięcej tracę...
Zrobiłem 3,5 pętli po około 3,5 km każda, w sumie chyba z 10 razy przejeżdżając przez szczyt lub nieopodal.
Duchota niemożebna, upociłem się nie mniej niż na maratonie.
Super są takie treningi w ekipie - motywacja większa a i nauczyć się czegoś można. No i towarzystwo doborowe:)
Szkoda tylko, że dni już coraz krótsze. Po 20 w lesie jest właściwie za ciemno żeby jeździć.
Good bikes!
Kategoria 20-50
Maraton Hermanów
d a n e w y j a z d u
75.37 km
65.00 km teren
03:09 h
Pr.śr.:23.93 km/h
Pr.max:48.90 km/h
Temperatura:26.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:wheeler
Zdjęcie od d... strony, ale coś w sobie ma:) Dynamikę! Mój tyłek na pierwszym planie, na dalszym - zdaje się - Kłosia.
copyright: nieoconeniony jpbike
A tu, jeszcze przed Kłosiem!
Tym razem z Hermanowa wracam z tarczą (rok temu byłem tak osłabiony, że wycofałem się po 5 km).
Czas: 3:09:27
Open 34/60
M3: 12/22
Może nie wygląda to zbyt imponująco ale ci co ukończyli giga to takie creme da la creme:) ścigantów na MTB, ponieważ był dość wyśrubowany (2 h na około 40 km) limit wjazdu na 2 pętlę. Sam znam kilu takich, którym nie pozwolono pojechać giga.
Obsada nieporównanie silniejsza niż w Suchym Lesie - Tecław, Dorożała, Krzywy, Kaiser, Swat... no i Emed Racing Team niemal w komplecie!.
Start z jednej linii z Młodzikiem i Kłosiem, staram się cały czas trzymać tego drugiego. I była to w sumie dobra strategia bo Kłosiu miał dzisiaj nogę, oj miał. Często musiałem podganiać ale ponoć wyglądało to, że kontroluję sytuację:) Niestety, dałem radę tylko do 50 kilometra... A wcześniej trzymałem się go aż za bardzo, ponieważ jak się wyłożył na piaszczystym zjeździe, to musiałem gwałtownie hamować żeby w niego nie wjechać i wpadłem w baaardzo ostre pokrzywy. Noga i ręka do teraz mnie parzą.
Ogólnie jestem zadowolony ale lekko żałuję tej chwili słabości mniej więcej na pierwszej sekcji XC. Kłosiu był wtedy jeszcze bardzo blisko, Młodzik w zasięgu wzroku a Rodman to nawet w zasięgu pyty:)
No nie dałem rady, ale strata na mecie do tego ostatniego to tylko (i aż) 1:20.
Cieszy na pewno fakt, że poziom w Emedzie się wyrównuje:), Jacgol dobił też około 10 min. po mnie. Drużynowo przegraliśmy pudło o 2 pkt! (2357 do 2359 teamu Rybczyńskich).
Aha, jeszcze szkoda, że na podjeździe pod wieżę widokową na drugiej pętli uciekły mi na dobre najlepsze dziś panie czyli Magdalena Hałajczak i Małgorzata Zellner. Wcześniej jechaliśmy cały czas gdzieś blisko, tasując się nawzajem, raz w większej grupce, raz w mniejszej. Ostatecznie dołożyły mi 3 minuty.
Trasa jak na Wielkopolskę REWELACYJNA! Urozmaicona, dużo podjazdów i szybkich zjazdów, zmiany nawierzchni, nawroty, świetne widoki, mało asfaltów, leśne single, no i 2 x sekcja XC w Żerkowie. Do tego oznakowanie i zabezpieczenie bez zarzutu.
Super spisała się też firma od pomiaru wyników. Sms z czasem i miejscem godzinkę po wjeździe na metę a w necie aż 4 międzyczasy do analizowania:)
Jedyny minus to organizacja zapisów. Rozumiem, że ilość startujących przerosła najśmielsze oczekiwania organizatorów (ponad 700 osób) ale zabrakło choćby najprostszej informacji, że kolejka (potężna) jest do kasy a nie żeby się zapisać (ja opłaciłem start wcześniej w internecie). Mało zabrakło a stałbym jak głupek dobrze ponad pół godziny. Trochę słabe było też to, że tak szybko skończyły się pakiety startowe, dla mnie na przykład już nie starczyło..., podobnie jak i zipów. Skończył się również makaron na mecie, ale tu przynajmniej dali mi kiełbaskę zamiast tego.
Samych osób z obsługi mnóstwo ale mam wrażenie, że nie wszyscy wiedzieli co mają robić. Za często słyszałem: "nie wiem".
No, ale niech ten minus nie przysłoni nam plusów:) Ogólne wrażenia mam bardzo pozytywne.
Good bikes!
Kategoria Maraton, 50-100










