josip prowadzi tutaj blog rowerowy

Malta teren

d a n e w y j a z d u 30.52 km 22.00 km teren 01:17 h Pr.śr.:23.78 km/h Pr.max:39.50 km/h Temperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Środa, 15 września 2010 | dodano: 15.09.2010

Po 2 dniach rowerowych powrotów z roboty w kapuśniaku lub mżawce, dziś w końcu popołudniu zaświeciło słońce.

Pojechałem w kierunku Malty ale zupełnie nie miałem weny na kręcenie pętelek po asfalcie. Na ścieżkach w terenie było jeszcze dosyć mokro ale co tam - umyje się, wypierze się:-)
Inna sprawa, że już tak od 19:20 w lesie robi się ciemno i prawie nic nie widać.

Wracałem do domu na miękkim kole z tyłu. Właśnie jestem po zmianie dętki i wyjęciu kolca (pochodzenia roślinnego) z opony...


Good bikes!


Kategoria 20-50

Osieczna - rozjazd przed maratonem

d a n e w y j a z d u 6.00 km 1.00 km teren 00:14 h Pr.śr.:25.71 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Niedziela, 12 września 2010 | dodano: 19.09.2010

Bo rozgrzać mięśnie to ważna rzecz. Pytanie czy ważniejsza od ustawienia się w dobrym miejscu w sektorze?
Oczywiście najlepiej to zrobić jedno i drugie ale wtedy trzeba się mniej guzdrać:-)


Kategoria MTB szosami

64-sto Osieczna MTB Maraton

d a n e w y j a z d u 68.50 km 7.00 km teren 03:14 h Pr.śr.:21.19 km/h Pr.max:46.50 km/h Temperatura:23.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Niedziela, 12 września 2010 | dodano: 12.09.2010

Bardzo fajny maraton! Normalnie góry w Wielkopolsce:)
Ale po kolei:

Na miejscu zjawiłem się krótko po 9. Telefon to Duna, ale ten jeszcze w trasie. Idę więc do biura zawodów i na gorącą kawkę ponieważ poranek jest rześki. Pierwsze zdziwienie - nie ma chip'ów.

Gdy przygotowuję rower przy samochodzie, miga mi znajoma sylwetka - Rodman? Miał być w Krakowie... A jednak, odpuścił Mazovię w Małopolsce i zawitał pod Lesznem. Nie dziwię mu się zresztą.
Czas jakoś szybko zlatuje. Robię mały rozjazd i nawet nie udaje mi się zgadać z Dunem, który ponoć już dotarł.

Nie tylko dotarł ale nawet zdążył się już ustawić na początku sektora. Z kolei my z Rodmanem stoimy w przysłowiowej czarnej dupie. Redaktor Kurek informuje nas, że co prawda Marek Galiński nie dotarł do Osiecznej (był na liście zgłoszeniowej) ale za to jest Marek Konwa! Dla mnie oznacza to jedną lokatę niżej w M2...

Ruszamy! Tłok niemożebny. Próbuję się przebijać na początkowym asfalcie, skaczę gdzieś po chodnikach. Niestety szeroki asfalt szybko się kończy i runda rozjazdowa wjeżdża w pole. 2 pasy ubitego podłoża a środkiem trawa z kamieniami. Właściwie nie ma szans jechać szybciej niż 25 km/h. Rodman próbuje wymusić pozostawianie wolnego pasa z jednej strony i udaje mu się przebić trochę do przodu. Wracamy na asfalt, jestem te parę pozycji za nim i nie udaje mi się usiąść mu na kole. Czyli już go nie dogonię. Doganiam za to Marc'a i Maksa. Jakby się przerzedziło ale po wjeździe w teren znowu jest ciasno.

Na rundzie rozjazdowej. Zdaje się, że w tle widać Maksa.


Czasem ludzie schodzą z roweru na naprawdę banalnych odcinkach, delikatnych zmarszczkach. Nie wytrzymuję i komentuję na głos co oni wyprawiają. Ja nie mam pretensji, że ktoś jest słabiej wytrenowany i nie ma techniki. Ale na Boga - czemu gdy na rower wsiada taki raz w miesiącu, pakuje się do pierwszych rzędów sektora?

Przy jednym z takich zatorów wykonuję kluczowy manewr maratonu. Wbiegam bokiem przez las, mijając w ten sposób chyba z 40 zawodników. Jest lepiej. Po chwili doganiam Rodmana (sic!), który jednak jedzie z rozwaloną v-ką z tyłu. Lecimy teraz razem, przechodząc kolejnych kolarzy. Niestety w pewnym momencie Rodmanowi spada łańcuch. Pędzę dalej bo gdzieś tam z przodu jest przecież mój największy rywal - Dun. A trasa jest idealna dla Piotra - mocno interwałowa, dużo singli i technicznych fragmentów. Kilka podjazdów i zjazdów o naprawdę górskim charakterze.

Czaję się do ataku. Na czele stawki - Zbyszek.


Krótko przed rozjazdem mega/giga przegania mnie rewelacyjny ostatnio Zbyszek! Na szczęście zatrzymał się chwilę po tym na bufecie i wykorzystałem to, żeby mu uciec. Gdzieś tak na 40 km widzę przed sobą grupę kolarzy a w niej znajomą sylwetkę w koszulce Agro Teamu. Czyżby? Naciskam mocniej i nie bez problemu dochodzę do tej grupki. Tak, to Dun. Po paru km wspólnej jazdy przeprowadza zresztą akcję dnia - podczas gdy wszyscy z minipeletonu wchodzą/wjeżdżają w podmokłe chaszcze, żeby ominąć wielkie rozlewisko na całą drogę, ten nie patrząc na nic wali sruu środkiem. Wodę miał po piasty! Na jego szczęście nie było tam dołu ani kamienia i znów musiałem gonić. Ta pogoń także była skuteczna. A potem na kolejnym podjeździe wymagającym żółwika, Dun został gdzieś z tyłu.

Niestety nie uchwycili mnie w środku kałuży. W każdym razie, w porównaniu z tym co pokonał Dun, to jest lekko wilgotny fragment trasy:-)


Drugiego bufetu już nie omijam bo czuję, że zbliża się kryzys energetyczny. Biorę do łapy pyszne ciasto drożdżowe (smakuje jak wypiek domowy) a pani z obsługi pakuje mi 2 banany do kieszonki. I chwała jej za to - jeszcze się przydadzą. Gdzieś między 50 a 60 km zaliczam glebę na piachu podczas objeżdżania szlabanu na trasie. Mało brakowało a bym się nadział skronią na kant tego szlabanu. Jednak Karmy mają bardzo kiepskie trzymanie boczne i kilka razy przekonałem się o tym na piachu lub błocie.

Na mniej więcej 55-tym kilometrze dogonił mnie Rodman. Było to w momencie kiedy już musiałem się na chwilę zatrzymać i przeczyścić drogi oddechowe (funfle przeszkadzały mi niemal przez cały czas). Trochę się poczaił z tyłu, po czym wyprzedził a ja nie miałem już sił żeby odpowiedzieć.

Niedługo później wyprzedzany zawodnik, podając się za miejscowego postraszył mnie morderczym podjazdem przez nami oraz tym, że do mety jeszcze 18 km (tymczasem mój licznik pokazywał już ponad 60 a miało być 67 w sumie). Sprawdziło się tylko to pierwsze:). Było naprawdę długo i stromo, po trawie i ściółce leśnej. Tak na dobicie - powiało Golonką:). To właściwie była taka mała pętla XC. Na szczęście udało się ją przejechać a potem do mety było już płasko - przez pola a na koniec jakieś 2 kilometry asfaltem.

Wyników jeszcze nie ma w necie więc podaję to, co wywiesili na tablicy koło Biura Zawodów, czyli czasy pierwszej 100-ki na giga.

Wygrał Marek Konwa z czasem 2:30.

Mój czas oficjalny: 3:15:44

open: 43 / 115

M2: 15 / 28


Podsumowując:
+ ciekawa, malownicza i wymagająca trasa - prawdziwe MTB
+ rewelacyjne oznakowanie
+ towarzystwo
+ ciasto na bufetach i makaron z leczo na mecie
+ czas vs Rodman: +1:47
+ czas vs Dun: -6:45
+ pogoda idealna
+ pierwsza kobieta przyjechała co najmniej 15 min. po mnie
+ redaktor Kurek


- tłok na początku
- wspólny start dla mega i giga
- czas vs Rodman: +1:47 :-)
- redaktor Kurek


Na mecie pogaduchy o tym i owym z Rodmanem, Dunem, Markiem, Zbyszkiem, Maksem, Hulajem, Kamilem, Dave'm oraz innymi krewnymi i znajomymi królika.


Good bikes


Kategoria 50-100, Maraton

Asfalt

d a n e w y j a z d u 31.07 km 2.00 km teren 01:07 h Pr.śr.:27.82 km/h Pr.max:38.50 km/h Temperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Piątek, 10 września 2010 | dodano: 11.09.2010

4 kółka nad Maltą plus dojazd i powrót.

Miły, ciepły, wrześniowy wieczór. Szkoda tylko, że taki krótki.
Wracałem krótko po 20, już w całkowitych ciemnościach.


P.S. Pogoda na Osieczną w niedzielę zapowiada się doskonała!

Good bikes!


Kategoria MTB szosami, 20-50

Myk

d a n e w y j a z d u 34.41 km 8.00 km teren 01:17 h Pr.śr.:26.81 km/h Pr.max:36.70 km/h Temperatura:14.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Wtorek, 7 września 2010 | dodano: 07.09.2010

Wczoraj zainaugurowałem sezon koszykówki.

W związku z tym, pod wieczór trzeba było rozjeździć stłuczoną łydkę i pewne chmielowe reperkusje:-).

Trasa ro opracowana w ubiegłym tygodniu pętelka: Dom - Starołęka - Garaszewo - Krzesiny - Spławie - Darzbór - Kobylepole - Antoninek - Malta - Dom.

Trochę wiało ale powietrze jest suche, przyjemne. Jednak ubrać to się już trzeba na długo.

Wciąż przeżywam ten maraton. Sprawdziłem, że gdyby nie kapeć, byłby 2 sektor!

Good bikes!


Kategoria 20-50, MTB szosami

Bikemaraton Eska Poznań

d a n e w y j a z d u 67.66 km 57.00 km teren 02:27 h Pr.śr.:27.62 km/h Pr.max:48.30 km/h Temperatura:17.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Niedziela, 5 września 2010 | dodano: 05.09.2010

Maratonowe fatum nie odpuszcza.

Pierwszy międzyczas: 00:53:10 (154)
Drugi międzyczas: 1:35:50 (136)
Na mecie: 2:35:14 (229)

To była szansa na życiowy wynik. Czas z danych wycieczki oraz czas osób z "mojego" pociągu dają wynik na początku 2 setki i top 40 w M2.
Niestety.

Mniej więcej na 45 kilometrze (nawet nie spojrzałem na licznik) złapałem kapcia. Było to na zjeździe w dolinę Cybiny, za jeziorem Góra. Przedtem od kilku kilometrów jechałem w bardzo fajnym pociągu, który praktycznie nie schodził poniżej 32 km/h w terenie. Do tego prym w zmianach wiodła dziewczyna z teamu e-bikerzone i kategorii K1! Wielki szacunek dla niej. Zresztą była to późniejsza zwyciężczyni w swojej kategorii i bodajże 2 w open kobiet.
Mi było głupio i przynajmniej próbowałem też aktywnie zmieniać. Pozostałe 2 wagony z początku się nie kwapiły do współpracy ale po mojej reprymendzie też pociągnęły:-) Do tego dziewczyna po profesorsku pokazywała jak zjeżdzać z prowadzenia i radziła, żebyśmy dawali krótsze zmiany to się mniej zmęczymy. Gdybym wiedział, że to takie młode to bym nie posłuchał, he he.

Zmiana zajęła mi około 8 minut bo o tyle mam gorszy czas oficjalny. Ale w klasyfikacji poleciałem około 100 pozycji. Minęli mnie m.in. jpbike i dunpeal, w tej kolejności.

Po założeniu nowej dętki rzuciłem się w pogoń za tym drugim:-). Nie miałem większych nadziei, że się uda a jednak! Doszedłem Duna przy schodach pod Warszawską. Z początku się nie ujawniałem:). Usiadłem mu na kole, zebrałem siły i znienacka zaatakowałem:) Słychać było jednak, że coś jest nie tak z jego napędem.
Zresztą mój powrót po panie musiał wejść chłopakowi na ambit, bo do końca nie odpuszczał. Finisz rozpocząłem na prawie kilometr przed metą, przełożenie 3/2 i na stojąco 36 km/h. Udało się o 4 s.:)

Dane oficjalne:
2:35:14
229/613 open
69/136 M2
44/181 V Mistrzostwa Poznania Mega Men (bez laczka byłbym 20-ty, he he)
387 PKT

Ogólnie duże słowa uznania dla organizatora za ten 3 sektor, z którego dane mi było startować oraz za organizację startu co pół minuty sektor. Rewelacja!
Staliśmy z Dunem w 2 rzędzie i choć raz, jak usłyszałem "3,2,1.. start!" rzeczywiście ruszyłem. Nie było tłoku ani zawalidróg, tempo od początku bardzo mocne. Schody pod Warszawską pokonane z marszu.

A ten sektor dostałem za tegoroczne zasługi u Golonki. Tymczasem tam się nie łapię na takie wyróżnenie (co za paradoks) a ponieważ w esencji są tylko 3, więc startuję z ostatniego. Jeśli nie pojawię się na miejscu na pół godziny przed startem, to stoję gdzieś na wirażu, skąd pierwsze sektory widać przez lornetkę a obok mnie gaworzą dzieci i pocą się panowie z brzuszkiem, czyli w przysłowiowej czarnej dupie.

Na minus muszę zapisać inne niż przed rokiem (i na mapie!) rozmieszczenie bufetów. W efekcie olałem to co, jak się okazało, było ostatnim wodopojem i końcowe 15 km. przejechałem na postępującym odwodnieniu.

Na mecie rodzina (ojciec) i pełno znajomych - jubilat Rodman, Dunpeal oczywiście, Toadi, Kamil, Hulaj. JPBike, fajnie...:-)

Ogólnie podobał mi się ten maraton mimo, że trasa płaska i dobrze znana.
Good bikes!


Kategoria Maraton, 50-100

Dojazd i powrót z maratonu

d a n e w y j a z d u 15.00 km 0.00 km teren 00:36 h Pr.śr.:25.00 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Niedziela, 5 września 2010 | dodano: 05.09.2010

Powrót wzdłuż południowego brzegu, czyli od strony galerii handlowej. Koszmar, jak bym deptakiem jechał. Przy czym za kładką nad Baraniaka, spacerowicze nagle znikają:-)


Kategoria MTB wycieczka, ride for fun

Przed maratonem

d a n e w y j a z d u 40.55 km 30.00 km teren 01:41 h Pr.śr.:24.09 km/h Pr.max:38.30 km/h Temperatura:17.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Sobota, 4 września 2010 | dodano: 04.09.2010

Szybkie przetarcie przed jutrzejszym bikemaratonem.
Od poniedziałku nie jeździłem sportowo ale forma nawet jakaś tam jest. Tylko przeszkadza katar, którego się nabawiłem po przemoknięciu zeszłej niedzieli. A katar, wiadomo, nieleczony trwa tydzień a leczony 7 dni... Czyli akurat jutro jeszcze będzie:(

Pojechałem Nadwarciańskim do Puszczykowa, potem górki XC na żółtym szlaku i przez Wiry, Luboń, Świerczewo powrót.
Oczywiście mostek jak stał wzdłuż rzeczki tak stoi... i cały czas trzeba tańczyć na zwalonym pniu z rowerem pod pachą. Nie wiem w czyjej to gestii (WPN, gmina Mosina, Luboń, drogowcy?) ale jakie by to nie było ciało, to daje ciała. Od powodzi minęły już ponad 3 miesiące!

P.S. Napisałem do orga i moje tegoroczne wyniki u Golonki zrobiły na nim takie wrażenie, że przydzielili mi sektor 3, he he.

Good bikes!


Kategoria 20-50

Rower środkiem transportu miejskiego

d a n e w y j a z d u 15.00 km 0.00 km teren h Pr.śr.: km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:16.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Merida
Piątek, 3 września 2010 | dodano: 04.09.2010

Do pracy i z pracy. Potem po córę do klubu malucha:-)
To już ostatni raz bo od przyszłego tygodnia maluch idzie do przedszkola!:)


Kategoria ride for fun

Pętelka

d a n e w y j a z d u 34.00 km 7.00 km teren 01:18 h Pr.śr.:26.15 km/h Pr.max:36.70 km/h Temperatura:15.0 HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:wheeler
Poniedziałek, 30 sierpnia 2010 | dodano: 30.08.2010

Zimno.
Dom - Starołęka - Garaszewo - Krzesiny - Spławie - Darzbór - Kobylepole - Antoninek - Malta - Dom.

Ot, taka pętla w sam raz na coraz krótsze wrześniowe wieczory.
Akurat nie padało ale było mokro po deszczu.

I oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie wjechał w teren (stawy browarne i droga na tyłach ZOO) żeby znowu ubabrać sobie wypucowany i naoliwiony wczoraj rower:-)


Good bikes!


Kategoria 20-50, MTB szosami