josip prowadzi tutaj blog rowerowy

SOLID Sława Giga

d a n e w y j a z d u 62.00 km 62.00 km teren 03:25 h Pr.śr.:18.15 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura:20.0 HR max:176 ( 92%) HR avg:153 ( 80%) Podjazdy:1000 m Kalorie: 2282 kcal Rower:Bestia
Niedziela, 23 maja 2021 | dodano: 08.06.2021

Z cyklu - lepiej, czyli gorzej:) Systematyczne, codzienne treningi przełożyły się na mocniejszą i równiejszą jazdę w moim wykonaniu, niż tydzień wcześniej w Dolsku. Mimo tego, zamiast pudła było zaledwie 10-te (na 14) miejsce w kategorii M4 i 25-te (na 36) miejsce Open. Jak by nie patrzeć - ogony. W dodatku, strata do zwycięzcy była czasowo i procentowo większa, co skutkuje mniejszą liczą punktów do generalki.

Powód to po prostu znacznie liczniejsza i mocniejsza obsada, jak również bardziej wymagająca trasa, co zawsze przekłada się na większe różnice czasowe. Ale już np. do zwycięzcy M4 z Dolska (tym razem był ósmy) straciłem raptem 2 minuty (
Dojazd z kolegą tamowym Jackiem. Na miejsce zawodów (tereny gorzelni Stare Strącze :) ) dojeżdżamy ze sporym zapasem. Jest czas na porządną rozgrzewkę i rekonesans pierwszych oraz ostatnich kilometrów trasy. Widać, że lekko nie będzie, niemal od razu zaczynają się podjazdy i, co gorsza, szybkie zjazdy, które w tłoku zawsze są niebezpieczne. Swoją drogą, o mały włos, a ta rozgrzeweczka zakończyłaby się bardzo pechowo, po tym jak mi ktoś nagle wyjechał z bocznej drogi na zjeździe właśnie niemal pod koła. Jakimś cudem go ominąłem…
Ustawiam się z przodu drugiego sektora, ale po starcie tracę pozycje. No nie umiem i nie lubię się przepychać, zwłaszcza wśród lecących na złamanie karku od pierwszych kilometrów zawodników z mini. Jest dużo nerwówki i uważam, że zdecydowanie lepiej byłoby jednak rozdzielić starty dystansów. No ale cóż, póki co puszczają nas wszystkich razem i trzeba sobie z tym radzić. Po jakimś czasie trochę się to uspokaja, a ja odnajduję się wśród znanych zawodników, z którymi często rywalizowałem na mega lub na innych wyścigach. Czyli nie jest źle, bo przecież teoretycznie oni powinni jechać szybciej, nie oszczędzając sił na drugą pętlę.



Na mniej więcej 10-tym kilometrze doganiają mnie wpierw Młodzik, a następnie JPBike. Właściwie to tempo mamy identyczne, ale koledzy są ciut lepsi technicznie na singlach typu roller-coster. Jak bym się zagiął, to bym pojechał za nimi, ale wolę trzymać tempomat mając w pamięci odcięcie pod koniec w Dolsku. Po fakcie, okazało się, że niepotrzebnie jechałem tak zachowawczo. Sił mi wystarczyło do końca i nawet miałem jeszcze rezerwę.

No dobra, w końcu oczywiście podczepiłem się pod jakiś pociąg i tak, trochę się pod drodze tasując, dotarliśmy do rozjazdu mega/giga, gdzie wszyscy moi kompani skręcili w kierunku mety. Krótko za rozjazdem spytałem się kobiety z zabezpieczenia trasy czy jest ktoś przede mną i dowiedziałem się, że jest, jakąś minutę. Udało mi się szybko dojść tego zawodnika, ale nie było sensu jechać razem, bo wyraźnie zostawał z tyłu na podjazdach. Czyli czekała mnie tradycyjna samotność długodystansowca. I tak sobie kręciłem bez większych przygód, nie licząc jednej glebki w ciasnym zakręcie na piachu i odpięcia zegarka, gdy zahaczyłem o pasek sięgając po bidon. Oczywiście podniosłem go z ziemi, ale już nie chciało mi się bawić w zapinanie i odblokowywanie. Zegarek wylądował w kieszeni, a ja od tego momentu mogłem tylko zgadywać ile mi zostało kilometrów. W dodatku, wykres tętna po tym zdarzeniu zatrzymał się na wartości 146 bpm:)



Końcówkę jechało mi się naprawdę dobrze, podjazdy mocno i w stójce. Cały czas jednak nie jechałem maksa myśląc, że od rozjazdu jest jeszcze około 7 km. do mety. Tymczasem był to tylko kilometr. Szkoda, bo mogłem trochę podgonić, strata do Jacka nie była duża (3 min.), a bezpośrednio przede mną w wynikach jest jeden zawodnik se Strefy Sportu, też M4, z przewagą raptem pół minuty. Tylko, że jechał z 1 sektora, więc go nie widziałem..

Na mecie miasteczko zawodów znów było już opustoszałe. Zjedliśmy z Jackiem spokojnie makaron (tym razem nikt mi nie przerywał jakąś dekoracją) i pojechaliśmy do domu. Po drodze czekała nas jeszcze przygoda z poluzowany uchwytem dachowym na rowery, ale na szczęście zorientowaliśmy zanim nasze maszyny poleciały na S5:)
To był udany wyścigowy dzień!

Czas: 3:25:16
Open: 25/36, M4: 10/14
Strata do zwycięzcy Open (A. Adamkiewicz): 00:40:30
Strata do zwycięzcy M4 (M. Mróz): 00:30:44

Good bikes!


Kategoria 50-100, Maraton, MTB


komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa iwkaz
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]